środa, 6 maja 2015

Okolica Wrocławia rowerem

W niedzielę zamiast uczyć się do zbliżającego egzaminu postanowiliśmy wybrać się na rower. Przygotowałam trasę na niecałe 50km.
Z powodu psującego się roweru Krystiana nie była to najszybsza podróż w naszym życiu, ale i tak warto było pojechać.

Ponieważ mieszkamy na Śródmieściu, w jakąkolwiek stronę byśmy nie pojechali, do granic miasta mamy dość daleko. Jednak moim ulubionym kierunkiem jest północ – tą drogą można najszybciej znaleźć się poza Wrocławiem.
Tak też zrobiliśmy tym razem. Od ulicy Kamieńskiego było już pusto, a po minięciu autostrady A8 znaleźliśmy się na ścieżce rowerowej.

Przez kolejne wioski droga była bardzo dobra, ruch mały i praktycznie żadnych wzniesień. 




Do Skarszyc były chyba 3 lekkie podjazdy – łącznie pod górę przejechaliśmy 312m.

Cała droga była łatwa i przyjemna – dopóki nie wjechaliśmy do lasu za Taczowem Małym. Zrobiło się pod górę. I gdyby nie kocie łby, albo gdybyśmy byli w (dużo) lepszej formie, dalibyśmy radę podjechać. A kiedy zobaczyliśmy przed nami piaszczystą i koleistą drogę, postanowiliśmy zejść z rowerów (ja twardo chciałam jechać, ale koła albo zakopywały się w piasku, albo zahaczałam o boki kolein) . 


Po kilkusetmetrach dotarliśmy do asfaltu, z którego po chwili znowu wjechaliśmy do lasu. Tym razem jednak była to szeroka i żwirowa droga, na której spotkaliśmy wielu spacerujących lub biegających ludzi. 



Na końcu dojechaliśmy do drogi krajowej nr 5, przy której jest droga rowerowa, aż do samego Wrocławia. Złapał nas tez wtedy deszcz, ale to przecież nic strasznego :)

3 komentarze:

  1. Ostatnio odpuściłam sobie rowerowe wycieczki, a szkoda bo już zapomniałam ile przyjemności one sprawiają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezly wynik :)

    Pozdrawiam
    http://dookola-swiata-w-jeden-dzien.blogspot.ch/

    OdpowiedzUsuń
  3. Super :)
    Chyba czas gdzieś pojechać :)

    OdpowiedzUsuń