niedziela, 7 czerwca 2015

Babia Góra

Z Krakowa do Zawoi przyjechaliśmy wieczorem, także dopiero na drugi dzień ruszyliśmy na szlak. Co prawda mieliśmy już przygotowaną trasę, ale przed wyjściem spotkaliśmy właścicielkę domu, w którym wynajęliśmy pokój i pokazała nam lepsze dojście do czarnego szlaku prosto z jej domu, omijając drogę asfaltową.
Faktycznie dobrze nam poradziła, bo szliśmy urokliwymi ścieżkami przez łąki i las, aż w końcu doszliśmy do czarnego szlaku, a zaraz też do granic Babiogórskiego Paku Narodowego.


Szlak na Babią Górę


Szlak jest raczej mało wymagający, kilka razy tylko trzeba było wchodzić po stromych schodach. 


Doszliśmy do schroniska na Markowych Szczawinach, gdzie zrobiliśmy sobie chwilę przerwy. Jak do tej pory spotkaliśmy ledwo kilka osób, a tutaj było ich już kilkadziesiąt. Wybraliśmy mało uczęszczany szlak :)

Z tego miejsca odchodzą na szczyt 2 szlaki. My wybraliśmy żółty, tzw. Perć Akademików, ponieważ słyszeliśmy że jest on trudniejszy i bardziej urokliwy. A poza tym chcieliśmy po raz pierwszy w życiu iść szlakiem z łańcuchami. 


Niedługo zaczęło robić się stromo. Dało się to zwłaszcza odczuć na resztkach mokrego śniegu, na którym trzeba było bardzo uważać, żeby nie zjechać w dół.  



W końcu pojawiły się pierwsze łańcuchy. Może nie było tam jakoś bardzo stromo, ale wolałam się ich trzymać. 



Doszliśmy do odcinka, na który najbardziej czekałam – stroma 8-metrowa ściana. Na samej górze stał pewien pan, który pomagał słabszym osobom wejść. Super było to podejście, miałam ochotę zejść i wejść jeszcze raz, ale niestety ruch był duży i za nami czekały inne osoby. 


Podejście na szczyt jest naprawdę strome i wiedzie cały czas po kamieniach (gdzie większość się chybocze). Jednak po takich jest to jedna z przyjemniejszych części trasy, dużo lepiej niż po leśnych ścieżkach w dolnych częściach szlaków. 



W końcu zdobyliśmy szczyt! Nie pamiętam dokładnie czasu, ale na pewno dużo mniej niż w przewodnikach. Pogoda nam bardzo sprzyjała, chociaż wiadomo, na szczycie wiało :) Ale z drugiej strony w tym samym czasie we Wrocławiu było bardzo zimno i deszczowo.   



Ludzi na szczycie było bardzo dużo. Z tego co dało się usłyszeć, to zdecydowana większość Polaków i Słowaków, chociaż znalazło się też trochę Niemców (jak wszędzie zresztą :) ). 



Mała Babia Góra

Chwilę odpoczęliśmy i poszliśmy na Małą Babią Górę. W kilku miejscach szlak jest tam wąski z powodu rosnących gęsto krzaków i robiły się korki. To też dlatego, że jest to bardziej uczęszczany szlak łączący Markowe Szczawiny i Babią Górę. 


Jednak kiedy minęliśmy Przełęcz Brona, to na szlaku nie było już nikogo. Tylko zagubiony pies, który wyprzedził swojego pana, i chciał zapozować ze mną do zdjęcia. 



Chcieliśmy dostać się do Przełęczy Krowiarki, musieliśmy znowu zdobyć Babią Górę :) Żaden problem! Tylko potrzebna była chwila opalania na ponownie mijanej Przełęczy Brona.  



Powrót do Przełęczy Krowiarki



Zaraz za Babią Górą w stronę Przełęczy Krowiarki znajduje się inny szczyt – Gówniak. Podobno nazwa ta wzięła się stąd, że kiedyś wypasano to dużo krów, a krowy jak to krowy... 



Ten szlak kompletnie nam się nie podobał. W ogóle jest to najgorszy sposób na wejście (lub zejście) na Babią Górę. Większa część wiedzie po schodach, co strasznie się ciągnie i męczy. Nie ma też żadnych zmieniających się widoków – tylko las (i to wcale niezbyt ładny).

Polica

Drugiego dnia przed odjazdem poszliśmy jeszcze na Policę. Góra nie jest wysoka, więc cały czas idzie się lasem, a czasem tylko zdarza się jakaś polanka. Mija się też schronisko, do którego można dojechać wyciągiem. 


Szlak był trudny ze względu na utrudnienia po gwałtownych burzach które przeszły w tamtym okresie. Co chwila na drodze trafialiśmy  na wiele zwalonych drzew, przez które trzeba jakoś się przedostać. To wcale nie było takie łatwe, biorąc pod uwagę, że to drzewa iglaste, które mają wiele kujących i ostrych gałązek. Poza tym ja mam problem z przechodzeniem przez przeszkody umiejscowione na wysokości moich ud lub wyżej.
Jednak przed nami zobaczyliśmy grupkę starszych osób, które bez problemu przedzierali się przez zwalone drzewa. To mnie zmotywowało!

Spotkaliśmy się z nimi przy pomniku katastrofy lotniczej, do której doszło 2.04.1969, kiedy samolot wleciał w szczyt tej góry. Staliśmy tam i słuchaliśmy opowieści tych ludzi, którzy pamiętali dzień katastrofy. Jeden z nich stracił w niej kolegę, a inny był w okolicy i mówił, że wszędzie policja, ochrona, drzewa pościnane. 


Cała wycieczka bardzo nam się podobała, a Babia Góra do tej pory jest najwyższą, jaką zdobyliśmy :) 

21 komentarzy:

  1. Bardzo fajna wycieczka, cieszę się, że udana :)
    Jeśli nie masz pomysłu na notkę to przypominam, że nominowałm Cię do LBA ! Myślę, że dobrze byś ją napisała :) Doceniam To co robisz. Zapraszam do mnie na bloga, tam wszystkiego się dowiesz !
    Mój Blog - zaobserwuj!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zdjęcia! A i pogoda udana. :) Nie wiem, niestety, jak się wchodzi na Babią Górę Percią Akademików, lecz - szczerze powiedziawszy - ja bym wybrał przy podejściu na szczyt tą trasę od przełęczy Krowiarki. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. byłam na Babiej kilka lat temu, a oglądając Twoje cudne zdjecia chcialoby sie tam wrocic :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. taka wycieczka świetna sprawa;)

    http://kataszyyna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo kurczę, niektóre miejsca rzeczywiście były meeega strome, ale widoki z góry bezcenne- warto było tyle dreptać i pokonywać te przeszkody :)
    Widać, że wycieczka udana- buźki uśmiechnięte, czego chcieć więcej :)

    Kochana, czy mogłabym Cię prosić o kliknięcie w linka w poście oraz baner Romwe?
    z góry bardzo dziękuję i jeśli będę mogła odwdzięczyć się tym samym, to pisz :)
    Pozdrawionka :)Daria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za szczere poklikanie :) gdybym mogła na przyszłość się odwdzięczyć,to śmiało :)
      Buziaki :*

      Usuń
  6. Ciekawy Blog :) Co powiesz na wspólną obserwację ? :) http://macreateart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję!
    Po moim ostatnim wypadzie w góry kolano bolało mnie przez następne dwa tygodnie.. niestety nie jest pisane mi wspinanie się po nich. A szkoda, bo takie niesamowite widoki mnie omijają :'c

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję bardzo :)
    Gdyby więcej dziewczyn się do tego przyznawało, o wiele mniej popadało by właśnie w anoreksje czy bulimię. Ponieważ to rozwija się bardzo wolno, nawet kilka lat! :o

    OdpowiedzUsuń
  9. Obserwuję :* http://macreateart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie mi przypomniałaś, jak dawno nie byłem w górach i jak koniecznie trzeba to nadrobić... Pozdrawiam!
    indywidualnyobserwator.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale fajny wypad! Swietne zdjecia!

    Pozdrawiam
    http://dookola-swiata-w-jeden-dzien.blogspot.ch/

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie, fajny wypad w góry :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie lubię gór, ale kiedyś zostałam zmuszona wejść na Babią Górę i widok był obłędny ;)

    try-to-touch-the-clouds.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Zazdroszczę tej odległości do gór. Z Warszawy to już jest wyprawa...:(

    OdpowiedzUsuń
  15. super :)
    świetne zdjęcia :D

    http://triviaaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow this is so cool! Ive never done any mountain hiking/climbing before, but i always wanna do it :( Love the view in your photos <3

    Flash Tattoo Giveaway!
    sarahrizaga.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. OMG girl! All these pictures are amazing!!! Fantastic views, love it all!!! xxx
    www.travelera.es

    OdpowiedzUsuń