sobota, 30 stycznia 2016

Velka Destna - najwyższy szczyt Gór Orlickich

Ostatnio na naszym blogu coraz częściej pojawiają się wątki górskie, dlatego chcielibyśmy poszerzyć naszą kolekcję o kolejny wpis. Tym razem udamy się na najwyższy szczytów Sudetów Środkowych, znajdujący się niedaleko granicy polsko-czeskiej - Velką Destnę (1115 m n.p.m). 



Korzystając z tego, że w końcu mamy samochód, z Dusznik-Zdroju podjechaliśmy do Zieleńca i stamtąd ruszyliśmy na szlak. Był to koniec września, więc jeszcze dobry czas na chodzenie, a szlaki turystyczne świeciły pustkami! 
Wcześniej martwiłam się, czy znajdziemy jakieś dobre miejsce parkingowe, a w końcu mogliśmy stawać gdzie tylko chcemy, bo innych aut po prostu nie było. Zielenic poza sezonem stal się miasteczkiem duchów.



Droga była dobrze oznakowana i widoczna. Szło nam się lekko - nie było żadnych większych przewyższeń. Niestety rzadko zdarzały się jakieś punkty widokowe ze względu na zbyt małą wysokość i duże zalesienie terenu. Szlak jak najbardziej dla niedzielnych wędrowiczów, idealny dla rodzin z dziećmi chcących razem aktywnie spędzić trochę czasu.





Przez całą drogę do granicy czeskiej (ok. 40 minut) nie spotkaliśmy ani jednej osoby. Myśleliśmy że może wina leży po naszej stronie bo wybraliśmy mało atrakcyjny szlak na górę o której prawie nikt nie wie? W każdym razie fajnie przez chwilę było czuć się jedynymi turystami chcących tego dnia zdobyć Velką Desnę!



Zaraz po stronie czeskiej doszliśmy do drogi, po której co chwilę jechało jakieś auto, a pobliski parking był prawie pełny. Jak to jest, że w chwilę sytuacja tak bardzo się zmienia? Przecież kilkadziesiąt minut temu w polska droga wydawała się wymarła, a parkingi całkowicie puste.




W przeciągu kilkunastu minut od przekroczenia granicy doszliśmy do schroniska Masarykowa Chata, gdzie podobno można naprawdę dobrze zjeść. Niestety podczas gościny u mojej babci w Dusznikach, nie mogliśmy pozwolić sobie na wykwintną wyżerkę, ponieważ wiedzieliśmy że w domu będzie czekać na nas Babciny Obiadek w wersji XXL. A jak wytłumaczyć babci, że nie jesteśmy głodni?:) Przecież to nie możliwe! Dlatego tym razem musieliśmy zrezygnować z posiłku w Czechach.



Zaraz za budynkiem znajduje się drewniana budka, z której rozlega się przepiękna panorama na stronę polską. W środku jest mapa, żeby każdy wiedział, czego ma szukać na horyzoncie :)



Jedynym miejscem, jakie rozpoznałam bez patrzenia na mapę, jest Torfowisko pod Zieleńcem. Wy na pewno też je zauważycie - to ta płaska przestrzeń na środku zdjęcia poniżej. Miejsce jest na tyle ciekawe ze względu na to, że znajduje się tam pitna woda, która jest filtrowana przez torf oraz występują tam rosiczki. Może ktoś z Was już tam gościł?


Kiedy już obejrzeliśmy wszystko co możliwe, trzeba było w końcu ruszyć na szczyt. Z Masarykowej Chaty jest on bardzo dobrze widoczny. Nie było to może aż takie pomocne, bo wydawał się on taki odległy...



Od schroniska szlak był cały czas asfaltowy, aby ułatwić tam jazdę na rowerze, a zimą na nartach. Byliśmy w szoku, ile razem z nami szło ludzi! Dobra, może nie były to tłumy jak w centrum dużego miasta, ale jak na niskie góry to naprawdę dużo. W dodatku byli to zarówno osoby starsze, jak i rodziny z dziećmi. Szkoda, że u nas tak nie jest i zazdrościmy Czechom takiej formy aktywności!






Podobno jeszcze niedawno na szczycie była drewniana wieża widokowa. Okazało się jednak, że już jej nie ma. Także ze szczytu nie zobaczyliśmy żadnej panoramy. Zresztą, nawet nie było tabliczki informującej, gdzie jesteśmy, bo została zerwana :)




Nie lubimy nigdy wracać tą samą drogą, więc kiedy tylko jest taka możliwość, wybieramy inna trasę. Dlatego teraz poszliśmy szlakiem w kierunku miejscowości Destne v Orlickich Horach. 


Już na początku zostało to nam wynagrodzone, ponieważ zaraz po zejściu ze szczytu, ukazał nam się piękny widok na okolicę.


Kolejna rzecz, jaka nam się spodobała, to mały wodopój. To drugi raz, kiedy byliśmy w czeskich górach i drugi raz, kiedy spotykamy się z czymś takim :)


Szlak od tej strony góry jest zdecydowanie bardziej stromy i nie prowadzi już asfaltem, tylko leśną ścieżką. Wszystko było ok, aż zrobiło się całkiem ... ślisko. Cała droga była w głębokim błocie! Dość ciekawe, bo od dawna tam nie padało. Zawsze jakieś urozmaicenie :)


Po pewnym czasie doszliśmy do leśniczówki i drogi asfaltowej. Nie było to nic dobrego, bo wiadomo, że niezbyt przyjemnie chodzi się po tak twardej powierzchni. Ale nie ma co narzekać!



Zresztą, i tak po kilkunastu minutach znowu znaleźliśmy się w lesie. Był on naprawdę niesamowity. Czuliśmy się tam trochę jak w innym świecie, kolory wydawały się trochę inne... miejsce jak najbardziej oderwane od rzeczywistości w czym jeszcze utwierdził nas brak zasięgu w komórkach. W tych czasach bez zasięgu?! Kto by pomyślał :)



Nasze odseparowanie nie trwało długo i już po chwili byliśmy już w Destne. Musieliśmy przejść przez całe miasteczko, aby odbić na szlak w kierunku Zieleńca. 





Kiedy weszliśmy już na szlak, Krystian wypatrzył w strumyku ... małą elektrownię wodną. W końcu to jego zainteresowania i dziedzina studiów. On zawsze od razu zwraca uwagę na zastosowanie energii słonecznej, wodnej, wiatrowej, a nawet na sortowanie śmieci :) Cóż, skrzywienie zawodowe. 


Przy wejściu do lasu znajdowały się małe tabliczki edukacyjne z różnymi roślinami, które można spotkać na tym terenie. Kiedy taką tabliczkę obróciliśmy, wiadomo już było, jak wpływa dana roślina czy owoc leśny na nasze zdrowie. Krystian akurat wybrał tą, od której by się rozchorował :)



Na końcu doszliśmy ponownie do Masarykowej Chaty i ponownie nie mogliśmy pozwolić sobie na zjedzenie tam czegokolwiek. Musieliśmy zadowolić się zabranymi z domu jabłkami. Jednak zaczynało robić się zimno i czym prędzej chcieliśmy wrócić do samochodu. 


Tym razem nie szliśmy szlakiem niebieskim do Zieleńca, tylko wzdłuż stoku narciarskiego, zaraz pod wyciągiem. Czasami droga stawała się dość stroma dlatego zejście, które miało być skrótem w sumie trwało dłużej niż normalnie. Ale trasa bez wyzwania to nie dla nas!
Jestem ciekawa jakie są Wasze opinie. Byliście już na Velkiej Destnie lub w okolicy? Lubicie chodzić po takich górach? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz