czwartek, 19 stycznia 2017

Kalenica w Górach Sowich zimą, czyli brodząc w głębokim śniegu po zmroku

Kalenica to jeden ze szczytów, który zimą wycisnął z nas wszystkie siły. Możliwe, że w ten dzień daliśmy sobie za dużo na głowę, a czas bez skrupułów nie wybaczał nam żadnych błędów. Skończyło się to wszystko powrotem w głębokim śniegu pod wieczór, gdy opady białego puchu skutecznie maskowały ścieżkę. Telefony z GPS przy ponad -20 stopniach postanowiły zaprotestować przeciwko warunkom w jakich przyszło im pracować i odeszły w stan spoczynku. Brzmi nieciekawie? Trochę tak, jednak plan był doskonały i zabrakło w nim dosłownie 20 minut zapasu, by szczęśliwe dotrzeć do auta. Co więc poszło nie tak? Już wyjaśniamy.

Góry Sowie Zimą - Kalenica

Kalenica zimą - gdy wszystko jest pod górkę.


Na wstępie chcemy napisać, że broń Boże nie chwalimy się tutaj naszymi niemądrymi poczynaniami, tylko zwracamy uwagę na to, jak małe błędy mogą skutecznie przemienić niewinne wejście w góry w sytuację dość nieprzyjemną. Wyprawa nawet na niewielką Kalenicę (964 m n.p.m) z sumą przewyższeń niecałych 364 m potrafi dać w kość. Pogoda może zmienić się w przeciągu kilkunastu minut ze słonecznej w porywistą śnieżycę.

Zacznijmy od początku.

Naszą trasę zaplanowaliśmy z Przełęczy Woliborskiej, na której znajduje się mały parking samochodowy, na trzeci pod względem wysokości szczyt Gór Sowich. Trasę wyznaczać miał nam od początku szlak czerwony. Całkowity dystans to zaledwie 4,5 km, który przy panujących warunkach nie powinien nam zająć więcej niż 3 godziny w dwie strony. Warto nadmienić, że sprzyjająca na początku pogoda wzbudziła w naszych sercach nadzieję na przepiękne widoki z wieży widokowej ulokowanej na szczycie góry. Krajobraz jaki się miał stamtąd rozprzestrzeniać niejednokrotnie był polecany przez znajomych kwitowany stwierdzeniem "Wejdź, to się przekonasz o co mi chodzi.". Niestety nie dowiedzieliśmy się.


Góry Sowie Zimą - Kalenica


Pierwsza kłoda pod nogi.


Pierwszy wybór jakiego dokonaliśmy był już na początku błędny. Parkując na Przełęczy Woliborskiej założyliśmy, że szeroka ścieżka prowadząca wzdłuż parkingu to na pewno nasz kierunek destynacji. Dodatkowo wracający ludzie z naprzeciwka dodali nam pewności co do słuszności naszej decyzji. Dopiero po 20 minutach wędrówki asekuracyjnie sprawdziliśmy nasze położenie na GPS'ie. Werdykt był jednoznaczny - jesteśmy około pół kilometra oddaleni od szlaku czerwonego.


Szlak wydawał się być po naszej prawej stronie i przebiegać przez szczyt omijanego wzniesienia. Ratując się z opresji, postanowiliśmy zaoszczędzić swój stracony czas idąc na przełaj ku czerwonemu szlakowi. Śnieg był wysoki, jednak dobry ekwipunek poradził sobie z nim bez zarzutów.


Góry zimą śnieg

Góry zimą śnieg

W sumie podczas tej wspinaczki widoki były naprawdę rewelacyjne. Wszędzie dookoła nienaruszona, puchowa czapa śniegu rozpościerała swoją magiczną aurę. Niestety, zamiast kilku minut intensywnej wspinaczki pod górę straciliśmy ponad 40 minut ze względu na mały gęsty lasek iglaków, przez który nie mogliśmy się przebić i musieliśmy go okrążyć. Później natrafiliśmy na małe krzaczki, które trzeba było sforsować. Efektem naszych wysiłków było pokonanie dwóch pierwszych kilometrów trasy czerwonej w 1,5h oraz dołożenie dodatkowego kilometra po nieodśnieżonym szlaku.


Po pas w śniegu...
Na właściwych torach na Kalenicę


Po tej małej przygodzie zrobiliśmy sobie kilkuminutową przerwę na naładowanie baterii i wypiciu czegoś ciepłego. Czekało nas bowiem jeszcze 230 metrów przewyższenia składającego się na dwa podejścia: 70 m ku Bielawskiej Polance oraz 160 na Kalenicę. Nie wyglądało to dość imponująco, jednak śnieg robi swoje i pochłania dużo więcej energii niż latem. Nakładając więc sił, by nadrobić stracony czas, doszliśmy do Bielawskiej Polanki bez większych komplikacji. Tutaj, niestety nie ucząc się na błędach, podążyliśmy trasą, którą wydawała się wskazywać strzałka.  Znowu była to dość spora droga, która wyglądała dość przekonywająco, dlatego kolejne kilka minut straciliśmy na to by uzmysłowić sobie, że coś tutaj nie gra. Była to druga kłoda, która wpłynęła negatywnie na nasz coraz bardziej uszczuplający się czas. Trasa czerwono-żółta biegła niepostrzeżenie na godzinę drugą od drewnianego schronienia na Bielawskiej Polance.

Kalenica szlak czerwony zima



Lekkie zaśnieżenie kurtki + odbicie plecaka :)
Kalenica szlak czerwony zima

Śnieg w górach Kalenica



Śnieg w górach Kalenica



Z Bielawskiej Polanki na Kalenicę


Nasze morale na dobre zasypała nagła śnieżyca. Po odnalezieniu właściwej drogi udaliśmy się w kierunku stromego wzniesienia ku Kalenicy. Do pokonania mieliśmy teraz "tylko" 160 metrów, jednak czas mieliśmy tragiczny. Postanowiliśmy nie robić postojów, ponieważ temperatura stawała się coraz dotkliwsza, a w ruchu była bardziej przyjazna. Po niecałych 20 minutach pogoda znowu odwróciła się o 180 stopni. Przebłyski słońca i skrzypiące z mrozu drzewa pozwoliły nam chwilę odetchnąć i zachwycić się na nowo wyprawą. W takich momentach człowiek pozostałby w tym miejscu pstrykając zdjęcia, które co jedno, to wydaje się jeszcze piękniejsze. Ośnieżeni, jednak z nową dawką energii, kontynuowaliśmy swoją wspinaczkę. Powoli docieraliśmy do celu, a słońce coraz niżej oświetlało nam drogę.

Przełęcz Bielawska Polanka

Kalenica zima



Śnieg w górach przy zachodzie słońca


Drzewa w śniegu


Wieża widokowa na Kalenicy


W kulminacyjnym momencie naszej wyprawy, mającej być nagrodą za poniesiony wysiłek, pogoda postanowiła poszaleć. Warunki atmosferyczne znane nam wcześniej z Przełęczy Bielawska Polanka powróciły, by tym razem potowarzyszyć nam na szczycie wieży widokowej. Gęste chmury oraz porywisty wiatr zaprzepaściły nasze szanse na wspaniałe krajobrazy, jednak skuta lodem i śniegiem metalowa konstrukcja wieży widokowej była niesamowita.

Czy wiecie, że ta wieża widokowa ma już prawie 84 lata? Została bowiem zaprojektowana i wzniesiona za pośrednictwem Towarzystwa Sowiogórskiego w roku 1933. Prace wykonawcze przypadły mistrzowi ślusarskiemu z Bielawy Kurtowi Steuerowi. Elementy konstrukcji zostały przetransportowane na szczyt góry za pomocą koni, a uroczyste otwarcie nastąpiło w czerwcu tego samego roku. Cały proces, od pomysłu do realizacji, zabrał nieco ponad rok. Wydaje nam się, że dla dzisiejszych realiów budownictwa jest to tempo zabójcze i nieosiągalne. A Wy, co o tym sądzicie?

Gdy wystarczająco zostaliśmy przewiani i upewnieni, że pogodzie ani śni się przejaśnić, rozpoczęliśmy swoją wędrówkę powrotną. Schodzenie po puszystym i głębokim śniegu jest dość przyjemne i kolana dużo mniej odczuwają zmęczenie niż w wypadku letniej górskiej wyprawy.



Wieża widokowa na Kelenicy zima





Powrót z Kalenicy o zmierzchu


Niestety powiedzenie, że czasu się nie oszuka, okazało się dla nas zbyt prawdziwe. Z każdym pokonanym odcinkiem słońce coraz głębiej chowało się za pobliskie szczyty. W związku z tym, temperatura zaczęła opadać, a wypatrywanie trasy stało się coraz trudniejsze. W dodatku niedawne opady śniegu skutecznie zakryły ślady pozostawione na szlaku sprawiając, że nie do końca mogliśmy być pewni jego przebiegu. Po wcześniejszych potknięciach wszystko wydawało nam się możliwe. Ostatnią i najbardziej niepokojącą kłodą, jaką Kalenica rzuciła nam pod nogi tego dnia, była odmowa pracy telefonów komórkowych. HTC jak i Samsung nie wytrzymały presji i panikując, postanowiły się wyłączyć przy ponad 60% stanie baterii. Na nic zdały się nasze ponowne próby ich odpalenia. Co więcej, dowiedzieliśmy się później, że próby ich respiracji mogły poważnie im zaszkodzić, a nawet doprowadzić do ich zepsucia. Rada na przyszłość: trzymajcie telefony blisko ciała by nie były narażone na mróz. Zminimalizujecie wtedy sytuacje nieposłuszeństwa sprzętu elektronicznego.


Szlak na kalenice




Nasz dystans do auta na szczęście zmniejszał się z każdą minutą. Jednak chwila grozy w sercu była, ponieważ gubiąc się za pierwszym razem minęliśmy ten odcinek trasy i nie wiedzieliśmy, jak długo jeszcze będziemy iść. Trasa jednak już dobiegała końca i przekonywały nas o tym pobliskie błyski świateł samochodów. W sumie, do spokojnego powrotu przed zachodem słońca, zabrakło nam niecałe 20 minut, które  mogliśmy zaoszczędzić, gdybyśmy przynajmniej raz nie zgubili szlaku.

Podsumowanie


  • Mamy nadzieję, że ten tekst nie zniechęcił Was do zdobycia Kalenicy, czy innych gór podczas zimy. Naprawdę warto! My właśnie wtedy najbardziej lubimy wspinać się na szczyty, wysokie i te całkiem niskie.

  • Sam szlak na Kalenicę zimą nie jest zbyt wyczerpujący, jednak presja czasu i kilka błędów mogą spowodować, że przyjemna przechadzka przemieni się w wyścig z czasem. Upewniajmy się więc zawsze, że idziemy właściwym szlakiem i nawet, gdy droga znajdująca się naprzeciw wygląda wiarygodnie, to nie znaczy, że jest ona szlakiem. A zimą często nie widać oznaczeń na drzewach lub po prostu dużo ciężej je dostrzec (tak jak było w naszym przypadku).

  • Telefony poniżej -20 stopni faktycznie się wyłączają.
  • Zimą częściej spoglądaj na mapę - czasem całkowicie zasypana śniegiem ścieżka może być szlakiem, a nie ta wydeptana i szeroka.

  • Samochód można zostawić na bezpłatnym parkingu na Przełęczy Woliborskiej.

  • Pokonując trasę : Przełęcz Woliborska - Bielawska Polana - Kalenica - Bielawska Polana - Przełęcz Woliborska zdobędziemy łącznie 12 punktów GOT.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz